Orlen Reklama Top

W Muzeum Mazurskim odbyło się spotkanie promujące książkę pt. „Mazury. Słownik stronniczy, ilustrowany”. O publikacji oraz o tym, jak została przyjęta opowiadał jej wydawca i zarazem autor niektórych haseł, Waldemar Mierzwa.

Słownik, jakiego nie było

Spotkanie z czytelnikami ze Szczytna było już dziewiątym z kolei promującym nową książkę poświęconą Mazurom. Jej wydawca, właściciel oficyny „Retman” Waldemar Mierzwa przybliżył czytelnikom także poprzedni tom z serii „Moja biblioteka mazurska”, jakim są „Wierzenia mazurskie” autorstwa wybitnego dziewiętnastowiecznego historyka wschodniopruskiego Maksa Toeppena. Mówiąc o wydanym właśnie słowniku, zwracał uwagę na jego wyjątkowość i odrębność w stosunku do podobnych tego typu książek. Publikacja jest bowiem dziełem ponad 40 autorów z różnych miejscowości regionu. Wśród nich są także osoby związane ze Szczytnem - kierownik Muzeum Mazurskiego Monika Ostaszewska - Symonowicz oraz ksiądz Bogumił Wykowski. Prace nad słownikiem zaczęły się od tego, że autorzy składali propozycje haseł, które powinny się w nim znaleźć. Spośród przeszło tysiąca propozycji wydawca wybrał 610. Dotyczą one bardzo różnych dziedzin - historii, przyrody, kultury, turystyki i gospodarki. Słownik zawiera też informacje na temat zasłużonych dla Mazur ludzi, choć poza jednym wyjątkiem (Erwin Kruk), są to osoby nieżyjące. Publikacja wyróżnia się nieencyklopedycznym podejściem do poruszanej problematyki, co podczas spotkania w szczycieńskim muzeum akcentował Waldemar Mierzwa.

- Chodziło mi o to, by powstała książka, którą da się czytać bez względu na stronę, jaką się otworzy. Dlatego zaapelowałem do autorów, by pisali bardziej sercem niż rozumem - podkreślał wydawca. Słownik, co ważne, nie kończy się na roku 1945, ale dotyka współczesności. Opisuje zjawiska kulturowe, przemiany mentalne i obyczajowe, które ostatnio dokonały się na Mazurach. Swojego hasła doczekał się też „Kurek Mazurski” Książka spotkała się z dużym zainteresowaniem, ale też wzbudziła kontrowersje. Tak było m.in. w Piszu, gdzie miejscowi włodarze obrazili się na autora hasła o mieście za to, w jaki sposób opisał panujący w nim klimat oraz poczynania kolejnych ekip rządzących.

(ew)/Fot. E. Kułakowska